Trzeci rok bloga

… zaczął się z przytupem i upłynął nadspodziewanie szybko. Pamiętam, że już rok temu czułem trochę wypalenie i brak weny, ale udało mi się jeszcze pociągnąć do marca. Od marca do września zrobiłem sobie przerwę. Z początku miał to być miesiąc, może dwa, tak na wszelki wypadek, żeby pisanie nie zbrzydło mi do reszty. Ostatecznie wyszło pół roku. No ale jestem tu ponownie i nawet mam o czym pisać.

Ale teraz już idę spać 🙂

Nous allons tous mourir

De toutes ces choses vous avons nous conté, et aucunes raisons, au plus briément que nous poons, rendues; car les genz d’orendroit n’ont cure de longues gloses, ainz aimment mieulz les choses qui sont briés, comme cil qui sont de brief sens et de brief tens. Leur vies sont brieves et leur cors sont brief; car en petit de tens sont feniz, et touz jours devendront plus brief, tant qu’a noient vendront. Car cis siecles trespasse de tens en tens ausi comme vent, et defenist de jour en jour; et petit sejour i fait chascuns, Car tant est plains de vanité, qu’il n’i a de verité point; et cil qui plus i cuide demourer est souvent cil qui mains i demeure et qui plus tost muert.

Wszystko, co nam opowiedziano, opisaliśmy pokrótce jak tylko mogliśmy; albowiem ludzie współcześni stronią od długich wyjaśnień, w ich miejsce woląc raczej te proste i krótkie. Ich życie jest krótkie, a ciało tymczasowe; gdyż powoli mają się ku końcowi, a dni swe roztrwaniają. Bowiem i stulecia przemijają niczym wiatr, z dnia na dzień; a każde niewiele znaczy, Bowiem wszystko pełne jest próżności i zaprawdę nie ma znaczenia, i to co myślimy, że najpewniej przeminie, to zostaje, a to co pragniemy zatrzymać, najpewniej umrze.

Kilka dni temu znalazłem na Twitterze konto prof. Emily Steiner z University of Pennsylvania, a na nim skróconą wersję powyższego cytatu. Cytat pochodzi z L’Image du Monde autorstwa Gautiera de Metz. Gautier (znany również jako Gossuin)  był księdzem katolickim, żył w XIII wieku i bardzo interesował się otaczającym go światem. Próbował go zrozumieć i opisać w racjonalny sposób. L’Image du Monde – oryginalnie napisany po łacinie, później przetłumaczony na francuski – jest nie tylko poematem, ale i encyklopedią. Autor co prawda rozpoczyna od biblijnego opisu stworzenia świata przez Boga, ale następnie przechodzi do katalogowania całej swojej wiedzy: jak wygląda świat, kto go zamieszkuje, jakie są znane gatunki zwierząt i roślin, i tak dalej. Między innymi, L’Image du Monde udowadnia, że w średniowiecznej Europie znany był fakt, iż Ziemia jest kulą. Gautier umieszcza ją co prawda pośrodku wszechświata (żył trzysta lat przed Kopernikiem), ale wyraźnie pisze o niej jako o kuli i nie robi z tego niesamowitego odkrycia, co wskazuje, że była to wiedza dość powszechna.

 

Powyższy tekst nie pochodzi jednak bezpośrednio od Gautiera. L’Image du Monde został wydany po francusku przynajmniej kilkakrotnie. Ciekawe zwłaszcza jest edycja z roku 1913. Wydawca najwyraźniej uznał, że sprzeda więcej kopii jeśli nie tylko zmodernizuje język dzieła, ale w ogóle przełoży je na prozę. Powstała więc w gruncie rzeczy nowa książka, napisana językiem bliskim współczesnemu francuskiemu – ale pełna archaizmów,  które miały za zadanie nadać tekstowi aurę antyczności, ale równocześnie nie utrudniać czytania – i znacznie dłuższa od oryginału. Jeżeli położyć obie wersje obok siebie i czytać je równocześnie, można łatwo zauważyć, że wersja z roku 1913 porusza te same tematy w tej samej kolejności, ale często bardzo różnymi słowami.

Tak jest i w tym przypadku. Cytat pochodzi z wersji 1913 i zdobył pewną popularność na Twitterze, ponieważ brzmi jakby autor usprawiedliwiał się, czemu nie napisał więcej. Nie napisał, bo życie jest krótkie i wszyscy umrzemy. Sam uważam, że to doskonały argument i mam zamiar go używać, jeśli ktoś zarzuci moim wypocinom zbytnią lakoniczność 🙂

Oryginalny fragment – lub też bardziej oryginalny, bo pochodzący z wydania z roku 1517 i chyba nie modernizowany – wygląda trochę inaczej. Napisany piękną czcionką gotycką, mówi o błędach, jakich autor na pewno się dopuścił przez głupotę i zaniedbanie i prosi o wybaczenie, ponieważ autor jest tylko człowiekiem. Sami zobaczcie: tu wersja z 1913, a tu z 1517 (plik PDF, po ściągnięciu trzeba przewinąć na przedostatnią stronę – 212).
Już w przypadku tekstu z 1913 roku miałem problem z tłumaczeniem z powodu archaizowania, a tłumaczenia tej z 1517 w ogóle się nie podejmuję 🙂

Najciekawsze moim zdaniem słówka z cytatu z wersji 1913:

orendroit = starofr. teraz; złożenie ore-in-droit, gdzie ponownie ore = teraz i pochodzi z łac. hōra = godzina, czas. orendroit można by więc luźno przetłumaczyć jako « teraz w rzeczy samej ». Podobnemu procesowi uogólniania znaczenia wyrazu, a następnie dodawania do niego innych słów, by go ponownie uściślić, uległo au-jour-de-hui/hodie (« w dzień tego dnia ») przechodzą we współczesne aujourd’hui = dzisiaj. A tak przy okazji, współczesne fr. teraz = maintenant, to dosłownie « w garści trzymający ».  Ciekawe, czy ktoś już napisał doktorat o pojęciu czasu w historii języka francuskiego.

glose (f) = starofr. wyjaśnienie, interpretacja; z łac. glossa = przypis, wyjaśniającego jakiś trudny termin. Oryginalnie ze starogr. γλώσσα = język. W pl. mamy glosariusz.
Obecnie w fr. gloser = objaśniać; ale też gloser sur [nom] = obsesyjnie wracać ciągle do jakiegoś tematu.

Tout le soir, Tomek a glosé sur les croisades.
Cały wieczór Tomek pierdolił o krucjatach.

Annonces paroissiales

… czyli ogłoszenia parafialne. 
paroisse (f) = parafia. paroissial(e) = parafialny/a.

  • Na stronie FB « Ostez vostre lion » pojawiła się pierwsza animowana wersja jednej z notek, mianowicie #63:

  • Video powstało przy pomocy VideoScribe, narzędzia do krótkich filmów edukacyjnych i animowanych prezentacji. Praca zajęła mi dobrą część wieczoru, ale mam wrażenie, że kolejne filmy powinny pójść już dużo łatwiej. Zobaczymy. (Oczywiście od razu po opublikowaniu zauważyłem błąd: powinno być « j’ai oublié« , nie « j’ai oublie« ).
  • Ostatnio do listy aplikacji, których używam do nauki francuskiego, dołączył Scribens. Jest to coś na kształt Grammarly w nauce angielskiego: użytkownik pisze kawałek tekstu w polu edycji, a aplikacja sprawdza poprawność ortograficzną i gramatyczną. Scribens nie jest jeszcze idealny (np. nie poprawił mi « j’ai oublie »), ale wiele błędów potrafi znaleźć i poprawić. Myślę, że może świetnie się sprawdzać we współpracy z TypeIt – najpierw piszemy tekst w TypeIt tak jak nam się wydaje i/lub wyobraźnia nas poniesie, a następnie przeklejamy efekty do Scribens, żeby zobaczyć, jak bardzo nam się nie udało.
    Poza tym jako programista czuję się zobowiązany zaznaczyć, że o ile wiele aplikacji www i na telefony komórkowe ma bardzo sprawnie działające wersje darmowe, warto rzucić okiem na to, co więcej oferuje wersja płatna i zastanowić się nad jej zakupem. Każdy program, którego używamy, został przez kogoś napisany. Owszem, programiści są rozchwytywani i z reguły nie muszą martwić się o rozsądne zarobki, ale firmy produkujące takie właśnie małe aplikacje jak VideoScribe, Scribens, lub TypeIt, często działają na granicy opłacalności. Jeśli się zwiną, aplikacje znikną z internetu (darmowe wersje też), a programiści pójdą do korpo, pisać nudne korporzeczy.
  • Wracają « Wikingowie »! History Channel właśnie zaczyna emisję sezonu numer 5 i pół. Z trailera wynika, że znów pojawi się w nim Rollo ze swoją drużyną zbójcerzy. Bardzo ciekawi mnie skąd ich wziął, skoro dwa sezony temu był jedynym Normanem na świecie… Ale takie drobiazgi historyczne « Wikingom » nigdy nie przeszkadzały. Ten serial to moja plaisir coupable (f) = guilty pleasure, przyjemność, które trochę się wstydzę 🙂
  • Nowe pół sezonu « Wikingów » zbiegło się z trzecim sezonem « The Last Kingdom » na Netflixie. Akcja dzieje się trochę później niż u « Wikingów » ale oba seriale zahaczają o siebie. In plus, « The Last Kingdom » jest dużo bardziej realistyczny i zgodny z historią. In minus, opowiada wyłącznie o wydarzeniach w Anglii. Mimo tego bardzo polecam.

Julie d’Aubigny

Tematem tego wpisu jest « Robin Hood z kraju, którym się zajmujesz », co w przypadku Francji sugerowałoby Gasparda de Besse, prowansalskiego rozbójnika z XVIII wieku, ale Gaspard będzie musiał poczekać, ponieważ inna awanturnicza postać z historii Francji wciąga go nosem i wysmarkuje bez najmniejszych trudności.

julie_daubigny
Ariel De Ment jako Julie w musicalu « La Maupin »

Julie-Émilie d’Aubigny, Mademoiselle de Maupin, w skrócie Julie d’Aubigny urodziła się w 1670 roku w arystokratycznej rodzinie i w ciągu całego swego 33-letniego zaledwie życia chyba ani razu nie ukradła niczego bogatym, aby rozdać biednym. Zamiast tego podróżowała po Francji w męskim stroju, pojedynkowała się, chlała na umór, wdawała się w romanse zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, śpiewała w operze, oraz pewnego razu spaliła klasztor.

Jej historia zaczyna się w Paryżu, gdzie jako czternastolatka została wydana za mąż za Jeana Maupin, być może dla przykrycia skandalu, że już wcześniej była kochanką księcia Ludwika Lotaryńskiego, starszego od niej o 29 lat. Na ile jest to prawda, na ile romans miał miejsce z jej własnej woli, a na ile książę był obrzydliwym starym capem i pedofilem, tego się zapewne nigdy nie dowiemy. Jakby nie było, zamiast wyjechać ze swoim mężem do Gaskonii i w ten sposób zniknąć ze świecznika, Julie wdała się w romans – tym razem na pewno świadomie – ze swoim nauczycielem szermierki, a gdy ten został oskarżony o udział w nielegalnym pojedynku, razem z nim uciekła z domu. Przez jakiś czas podróżowali wspólnie o kraju, utrzymując się z pokazów szermierki i śpiewania w knajpach. Kochankowie rozstali się po pewnym czasie, a Julie trafiła do Marsylii, gdzie zaczęła śpiewać w operze i poderwała pewną nastolatkę, której imienia nie znamy. Przerażeni rodzice dziewczyny szybko wysłali ją do klasztoru Sióstr Wizytek w Avignon. Julie dowiedziała się o tym, dostała się do klasztoru pod przebraniem, porwała swoją ukochaną, w jej łóżku w celi klasztornej położyła ciało zmarłej niedawno siostry zakonnej, a następnie dla zatarcia śladów spaliła cały przybytek.

Nie udało jej się to jednak do końca. Przez następne lata musiała uciekać z miejsca na miejsce, a za nią krążył wyrok spalenia na stosie. W końcu, z powrotem w Paryżu, skontaktowała się z tym starym capem Ludwikiem Lotaryńskim, a on przekonał króla Ludwika XIV, by ją ułaskawił. Podobno Król Słońce uznał całą historię za niesamowicie zabawną.

W międzyczasie Julie miała co najmniej dwa inne romanse, w tym z Ludwikiem Józefem d’Albert de Luynes, późniejszym księciem Grimberghen (to w Belgii, robią tam piwo) i ważną szyszką w kontaktach francusko-niemieckich. Młody książę wyśmiał jej męski strój, za co Julie przebiła mu ramię rapierem. Gdy dowiedziała się, kim jest, odwiedziła go, by go przeprosić. Do końca jej życia zostali przyjaciółmi i okazyjnie kochankami.

W 1690, wolna od zarzutów i znów w Paryżu, Julie rozpoczęła karierę w operze jako kontralt i bardzo szybko zrobiła olbrzymią karierę. Romansowała z aktorami i aktorkami, pobiła przynajmniej jednego z nich, oraz próbowała popełnić samobójstwo na scenie teatru po tym, jak została odrzucona przez śpiewaczkę, w której się zakochała: W jednej ze scen postać, którą grała Julie, miała dźgnąć się sztucznym sztyletem. Julie użyła prawdziwego. Przeżyła.

W 1695 roku pocałowała pośrodku sali balowej inną kobietę. Została wyzwana na pojedynek przez trzech mężczyzn, pokonała ich, po czym musiała uciekać do Brukseli i tam czekać na kolejne królewskie ułaskawienie (pojedynki we Francji były nielegalne od 1626). Mimo problemów jej kariera nadal rozkwitała. Julie śpiewała w operze w Brukseli, a następnie ponownie (po drugim ułaskawieniu) w Paryżu, aż w końcu w 1703 roku zakochała się z wzajemnością w Marii Ludwice Teresie de Senneterre, markizie de Florensac, podobno najpiękniejszej kobiecie we Francji swoich czasów, i wtedy już razem na dobre musiały uciekać z kraju. Maria Ludwika zmarła nagle w 1705 roku, co kompletnie załamało Julie. Nie mogąc się pozbierać po stracie ukochanej udała się do klasztoru gdzie spędziła ostatnie dwa lata życia. Nie znamy przyczyny jej śmierci, ani miejsca spoczynku.

Powyższą krótką biografię skompilowałem na podstawie anglo- i francuskojęzycznej Wikipedii, wpisu na TV Tropes (poważnie, TV Tropes jest świetnym źródłem anegdotek historycznych), oraz tekstu autorstwa Kelly Gardiner. Nie znalazłem wielu informacji o Julie po polsku, podczas gdy angielskie i francuskie źródła są bardzo łatwo dostępne. Na tyle, że w zasadzie zostało mi  tylko przetłumaczyć i zebrać je razem.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej:

  • Kelly Gardiner jest autorką książki o Julie, pt. « Goddess » (ang.)
  • « Julie, chevalier de Maupin » to francuski film z 2004 roku, luźno inspirowany jej przygodami. Jakimś cudem kilka lat temu wyemitowała go TVP1 (z lektorem niestety), a ktoś nagrał to i wrzucił na YouTube.
  • Życie Julie d’Aubigny stało się inspiracją dla powieści « Mademoiselle de Maupin » (1835) autorstwa Teofila Gautier. Książka ta znana jest głównie ze wstępu, w którym 24-letni wówczas Gautier użala się na wszystko co nie podoba mu się na świecie, a nie podobało mu się bardzo dużo.
  • A rok temu powstał musical: « La Maupin ». (trailer, z planu, instagram)

Inne wpisy na temat szlachetnych rozbójników, oraz niekoniecznie szlachetnych i niekoniecznie rozbójników:

Armistice de 1918

Sto lat temu zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa. W Polsce pozostaje ona w cieniu Drugiej i w sumie w pamięci społeczeństwa nie ma wielu wydarzeń z nią związanych, poza samymi obchodami Święta Niepodległości. Nawet Józef Piłsudski kojarzony jest głównie z Cudem nad Wisłą w 1920 i z przewrotem majowym 1926, mimo iż – moim zdaniem – jego działalność w trakcie wojny jest dużo ciekawsza. Zgodnie z zapiskami Wiktora Czernowa, rosyjskiego socjalisty, w 1914, tuż przed wybuchem wojny, Piłsudski dał wykład w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu. W jego trakcie postawił tezę, że wojna niedługo wybuchnie i aby Polska odzyskała niepodległość Niemcy i Austria muszą pokonać Rosję, a następnie obie te siły muszą zostać zwyciężone przez koalicję państw zachodnich. Ten zdawałoby się mało prawdopodobny rozwój wypadków sprawdził się w stu procentach, a działania Piłsudskiego podczas Pierwszej Wojny Światowej zdają się być podyktowane tą właśnie tezą.

Tymczasem Dmowski twierdził, że Polacy powinni trzymać stronę carskiej Rosji.
Va te faire foutre, Dmowski!

Pierwsza Wojna Światowa jest czasem postrzegana jako dużo bardziej « honorowa » od Drugiej, o ile takie słowo w ogóle pasuje do konfliktu, w którym miliony ludzi giną bez sensu. Do tej pory żywy jest mit walki pomiędzy mniej-więcej równymi, szanującymi się przeciwnikami, zgodnie z dżentelmeńskimi zasadami rodem z XIX wieku. W święta Bożego Narodzenia 1914 ogłoszono zawieszenie broni, a żołnierze wyszli z okopów i podali sobie ręce. Pojmany oficer mógł się spodziewać dobrego traktowania. Walki w powietrzu przypominały nową odsłonę dawnych rycerskich pojedynków, tym razem w wykonaniu pilotów w dwupłatowcach (Wielu żołnierzy prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu widziało samolot właśnie przyglądając się lotom zwiadowczym, kontrowanym przez lotnictwo wroga).

Zawieszenie broni z okazji Świąt Bożego Narodzenia 1914 faktycznie miało miejsce, ale był to sam początek wojny, gdy żołnierzom jeszcze wydawało się, że za kilka miesięcy wrócą do domów. Już lata 1915-1917 to przede wszystkim siedzenie w błocie w okopach, awitaminoza, samobójcze szarże na karabiny maszynowe i głupia śmierć od zakażeń i chorób, które w normalnych warunkach dałoby się łatwo wyleczyć. W sumie życie straciło 1,400,000 Francuzów, żołnierzy i cywili – dwa i pół raza więcej niż w trakcie Drugiej Wojny Światowej. Bitwy nad Sommą i pod Verdun pozostają jednymi z najbardziej krwawych w historii. Pomniki i tablice z listami zmarłych pochodzących z danego miejsca stoją chyba w każdym miasteczku: na głównym placu, lub w kościele. Co więcej, Pierwsza Wojna Światowa przeorała europejski krajobraz polityczny w dużo większym stopniu niż Druga. Upadły dawne monarchie. Środkowa i Wschodnia Europa z terenu podzielonego pomiędzy cztery imperia zamieniła się w mozaikę małych państw narodowych. Austro-Węgry i Imperium Osmańskie rozpadły się kompletnie, a w miejsce carskiej Rosji powstało pierwsze na świecie państwo komunistyczne. W wielu krajach do władzy doszli populistyczni politycy, szybko zamieniając nowo powstałe republiki w dyktatury. Zwłaszcza Niemcy, pogrążone w kryzysie, upokorzone w rozmowach pokojowych i zmuszone do płacenia reparacji wojennych, stały się doskonałym miejscem dla kariery Adolfa Hitlera i innych nazistowskich polityków, co w krótkim czasie doprowadziło do kolejnej wojny.

Mimo to dzisiaj Francja i Niemcy świętują koniec Pierwszej Wojny Światowej jako wydarzenie, które ich łączy, nie dzieli. Podczas gdy w Warszawie głównym punktem obchodów Święta Niepodległości jest marsz faszystów, w Paryżu Angela Merkel i Emmanuel Macron wspólnie składają wieńce i wspominają poległych. Wspólna historia, nawet ta tragiczna, może po latach być podstawą do zacieśniania więzów. Tego dnia chciałbym życzyć Polsce, aby potrafiła w podobny sposób spojrzeć na własne doświadczenia.

cuver, navré (63)

Tu n’es pas en état de conduire, va cuver!
Nie jesteś w stanie prowadzić samochodu, idź spać!

W j. polskim nie ma jednego słowa na fr. cuver, ale na pewno bez problemu jesteśmy w stanie pochwycić jego znaczenie = odsypiać kaca. Być może powstało jako rodzaj żartu słownego, ponieważ drugim jego znaczeniem jest fermentować, od cuve (f) = kadź, skąd mamy cuvette (f) = basenik, miska. Stąd też w pl. mamy kuwetę. Ale, z drugiej strony, łac. cubare = spać, a stąd fr. incuber = wysiadywać jaja; s’incuber = wylęgać się; couvoir (m) = wylęgarnia, inkubator.

je suis navré = przykro mi; navrer = sprawiać przykrość; z średniofr. navrer = ranić, które to słowo zostało przywiezione do Francji prawdopodobnie przez wikingów. Staronordyckie nafra = przebijać kogoś. Podobno z tego samego rdzenia pochodzi ang. auger = świder.

Je suis navré que j’ai oublie de conduire nos enfants à l’école, mais je cuvais
Przykro mi, że nie odwiozłem naszych dzieci do szkoły, ale odsypiałem

Zamiast conduire w tym wypadku mozna użyć również amener (= zabrać). Ale uwaga: amener łatwo pomylić z emmener, a to nie to samo.

Je suis navré de l’annoncer, mais le roi est mort.
Przykro mi to ogłaszać, ale król nie żyje.

Nie jest to może zbyt oryginalny przykład (« król nie żyje, po francusku i na blogu o Średniowieczu, haha »), ale kombinowałem jak koń pod górę, by opowiedzieć Wam historię śmierci króla Nawarry Karola II Złego (1332-1387). Karol był Francuzem, krewnym Filipa IV Pięknego (por. « Królowie Przeklęci« , Maurice Druon). Gdy został królem Nawarry, w tamtych czasach małego, ale niepodległego państwa po południowej stronie Pirenejów, nie znał ani słowa w lokalnym języku. Panował w trakcie Wojny Stuletniej we Francji, oraz kryzysu dynastycznego w Hiszpanii. W obu tych konfliktach uczestniczył i wielokrotnie zmieniał sojusze, mając nadzieję na powiększenie swojego majątku. Nie był jednak tak sprytny jak mu się wydawało: w latach 1350-1378 stracił wszystkie francuskie posiadłości, a Nawarra została złupiona przez Jana I, młodego króla Kastylii.  Po przegranej Karol zachorował ciężko. Medyk polecił mu zawinąć się w płótno nasączone brandy i tak spędzić noc, by się rozgrzać. Niestety (a może na szczęście), służąca której powierzono zadanie zaszycia króla w płótnie, aby się podczas snu nie rozkopał, zdecydowała się przypalić ostatnią nitkę płomieniem świeczki.

Król spłonął żywcem.

O jego śmierci opowiadano jeszcze długo potem na europejskich dworach, a poddani widzieli w jego losie karę boską za grzechy i nieszczęścia, które ściągnął na kraj. Władzę po nim objął jego syn, Karol III, który zawarł traktaty pokojowe ze wszystkimi sąsiadami i został zapamiętany jako dużo lepszy władca.

pedigree, grue (62)

pedigree (m) = rodowód, metryka; obecnie słowo najczęściej używane w odniesieniu do psa z rodowodem, dawniej również w przypadku homo sapiens. Bezpośrednio pochodzi z angielskiego pedigree o tym samym znaczeniu, ale jeszcze wcześniej…

Oto drzewo rodowodowe króla Anglii Edwarda I Długonogiego (tego z Braveheart’a):

pedigree_de_Edward_I

a to jest stopa żurawia (le pied de grue):

pied_de_grue

Ktoś tam musiał nieźle odlecieć, wdychając farbę podczas ilustrowania ksiąg w średniowiecznym angielskim klasztorze.

grue (f) = żuraw, z łac. grus, z gr. γέρανος /geranos/. Stąd też ang. crane i niem. Kran (m). Natomiast o tym, skąd się wziął polski żuraw, jest fantastyczny wpis na Menażerii Etymologicznej. Gorąco polecam.

A sama notka powstała z inspiracji tweeta Amy Jeffs.