Jeśli jesteś Gotem… brennen (64)

goths_in_rome_2
Jabai þu is Guta, þarei wast þu, hvan weis brunnum Rom?

Meine Damen und Herren, oto mój pierwszy na blogu wpis o języku niemieckim! 🙂

Chciałbym, aby ‘Zabierz Swego Lwa » trochę ewoluowało. Mieszkam obecnie w Berlinie, uczę się niemieckiego i zależy mi, żeby blog to odzwierciedlał. Nie oznacza to wcale, że francuski teraz zejdzie na drugi plan. Podejrzewam raczej, że notek o francuskim będzie pojawiać się dużo, natomiast to z napisaniem czegoś po niemiecku będę miał duże problemy. Ale będę się starał. Spróbuję też ogarnąć WordPress na tyle, by dodać zakładki rozdzielające notki francuskie i niemieckie – jeśli więc będziecie zainteresowane(-ni) tylko jednym językiem, będziecie mogły(-li) wyłączyć notki związane z drugim.

Co więcej, chcę też pisać o historii Niemiec i Austrii. O ile w przypadku Francji jest to sprawa dość prosta – Karol Wielki, Normanowie, krucjaty, wojna stuletnia, a potem hop do Króla Słońce i jeszcze raz hop do Rewolucji i Napoleona – to jeśli chodzi o Niemcy… no właśnie, ile wiecie o historii Niemiec, poza tym, że Krzyżacy, zabory i wojny światowe w XX wieku? (Tylko proszę mi tu nie wyskakiwać z historią, że cesarz Otto III koronował Bolesława Chrobrego – o tym też kiedyś napiszę). Historia kontaktów polsko-niemieckich jest trudna i zawiła, a współczesne media upraszczają ją i demonizują niemiłosiernie. Zresztą, historia niemiecko-francuska też do łatwych nie należy. Chcę więcej skorzystać z łam bloga, by pisać trochę o jednym i o drugim, przede wszystkim koncentrując się na tym, co nas łączy, nie dzieli.

A historia Niemiec zaczyna się oczywiście od plemion germańskich, które pod koniec pierwszego tysiąclecia p.n.e. osiedliły się na wschód od Renu i na północ od Alp i przez kilkaset lat walczyły, handlowały i wchodziły w sojusze ze starożytnym Rzymem, aby w końcu wybudować własne królestwa na jego zgliszczach. Jednym z tych plemion byli Goci i to ich dotyczy mem na początku tej notki. O Gotach napiszę więcej w dłuższym artykule, który mam w przygotowaniu, a dzisiaj spróbuję tylko pochylić się nad konstrukcją zdania warunkowego i czasem przeszłym prostym… w języku niemieckim, nie gockim, jeszcze nie zwariowałem.

Wenn du ein Goth bist, wo warst du, als wir Rom brannten?
Jeśli jesteś Gotem, gdzie byłeś gdy paliliśmy Rzym?

Zdanie warunkowe zaczynamy od wenn (= jeśli), po czym następuję postawienie warunku, powiedziane lub zapisane w taki sposób, by podmiot był drugim wyrazem w zdaniu, a czasownik znalazł się na końcu (wenn du ein Goth bist = jeśli jesteś Gotem). Druga część zdania opisuje konsekwencje spełnienia warunku.
Jeśli jest to zdanie oznajmujące, musimy ułożyć je tak, by tym razem czasownik znalazł się na początku: Wenn du fertig bist, kannst du Rom verbrennen = Jeśli jesteś gotowy, możesz spalić Rzym.
W przypadku pytania (wo warst du? = gdzie byłeś?) nie musimy nic zmieniać.
Nic nie ulega zmianie również w zdaniu rozkazującym, gdzie i tak zawsze czasownik ląduje na przedzie: Wenn du fertig bist, brenn Rom! = Jeśli jesteś gotowy, spal Rzym!
Co więcej, spójnik wenn możemy czasem zastąpić inwersją (bist du fertig, kannst du Rom verbrennen), ale przynajmniej na moim poziomie wydaje mi się to zbyt karkołomne.

Czas przeszły prosty (das Präteritum) w j. niemieckim pełni podobną rolę co we francuskim: jest używany głównie w powieściach, a na co dzień stosuje się zamiast niego czas przeszły złożony (das Perfekt). Jest jednak trochę bardziej popularny niż jego odpowiednik we Francji. Służy w mowie potocznej do odmiany najbardziej popularnych czasowników: sein (= być; wo warst du? = gdzie byłeś?) i haben (= mieć), oraz, jak w przykładzie powyżej, można dzięki niemu zaznaczyć, że dana sytuacja wydarzyła się w przeszłości i tylko raz (wir verbrannten Rom = spaliliśmy Rzym, raz, dawno temu, spaliliśmy to spaliliśmy, na ch** drążyć temat). Chociaż w sumie to Rzym w V i VI wieku naszej ery spalono trzy razy… No nic. Osobiście bardzo lubię das Präteritum ze względu na łatwiejszą niż das Perfekt konstrukcję gramatyczną i co za tym idzie możliwość umieszczenia czasownika tam gdzie mi intuicja podpowiada, a nie czekanie z nim na koniec zdania 😉

brennen = palić; verbrennen = spalić. (odmiana). Ze staro-górno-niemieckiego brinnan. Powiązane z ang. to burn. Może również oznaczać zupełnie nie ryzykowne palenie się światła (das Licht brennt), albo « palenie » w gardle lub w oczach, np. za sprawą ostrej przyprawy (Die Zwiebel brennt in meinen Augen).

Oryginalny tekst to żart z wieloznaczności słowa « got ». Oryginalnie była to wspólna nazwa kilku ważnych w historii upadku Rzymu plemion germańskich. W Średniowieczu słowa « gocki » zaczęto używać w znaczeniu czegoś barbarzyńskiego, niewyrafinowanego, jak również związanego z Niemcami, którzy z punktu widzenia Francuzów i Włochów wydawali się stereotypowo agresywni i nieokrzesani. Gdy pod koniec Średniowiecza zaczęto budować strzeliste, ogromne katedry, zwolennicy mniejszych, bardziej subtelnych form, nazwali ten trend architekturą gotycką – co w ich czasach miało jeszcze znaczenie negatywne.
Kolejny punkt zwrotny miał miejsce na przełomie XVIII i XIX wieku za sprawą gotyckiej literatury i gotyckiego horroru. Na kartach książek stare, ponure zamki i kościoły stały się miejscem grozy, zasiedlonym przez duchy, wampiry, wilkołaki i przeróżne monstra. Horace Walpole (The Castle of Otranto), Mary Shelley (Frankenstein), Bram Stoker (Dracula), Edgar Allan Poe (The Raven) i wielu innych twórców nadało terminowi « gotyk » zupełnie nowe znaczenie. A pod koniec XX wieku ich dzieła zainspirowały nowe pokolenie pisarzy, muzyków i reżyserów, dając początek całej gotyckiej subkulturze.

Jeśli więc spotkacie kiedyś na koncercie ubranych na czarno ludzi o bladej cerze, spytajcie ich, jak było w Rzymie.