Jeśli jesteś Gotem… brennen (64)

goths_in_rome_2
Jabai þu is Guta, þarei wast þu, hvan weis brunnum Rom?

Meine Damen und Herren, oto mój pierwszy na blogu wpis o języku niemieckim! 🙂

Chciałbym, aby ‘Zabierz Swego Lwa » trochę ewoluowało. Mieszkam obecnie w Berlinie, uczę się niemieckiego i zależy mi, żeby blog to odzwierciedlał. Nie oznacza to wcale, że francuski teraz zejdzie na drugi plan. Podejrzewam raczej, że notek o francuskim będzie pojawiać się dużo, natomiast to z napisaniem czegoś po niemiecku będę miał duże problemy. Ale będę się starał. Spróbuję też ogarnąć WordPress na tyle, by dodać zakładki rozdzielające notki francuskie i niemieckie – jeśli więc będziecie zainteresowane(-ni) tylko jednym językiem, będziecie mogły(-li) wyłączyć notki związane z drugim.

Co więcej, chcę też pisać o historii Niemiec i Austrii. O ile w przypadku Francji jest to sprawa dość prosta – Karol Wielki, Normanowie, krucjaty, wojna stuletnia, a potem hop do Króla Słońce i jeszcze raz hop do Rewolucji i Napoleona – to jeśli chodzi o Niemcy… no właśnie, ile wiecie o historii Niemiec, poza tym, że Krzyżacy, zabory i wojny światowe w XX wieku? (Tylko proszę mi tu nie wyskakiwać z historią, że cesarz Otto III koronował Bolesława Chrobrego – o tym też kiedyś napiszę). Historia kontaktów polsko-niemieckich jest trudna i zawiła, a współczesne media upraszczają ją i demonizują niemiłosiernie. Zresztą, historia niemiecko-francuska też do łatwych nie należy. Chcę więcej skorzystać z łam bloga, by pisać trochę o jednym i o drugim, przede wszystkim koncentrując się na tym, co nas łączy, nie dzieli.

A historia Niemiec zaczyna się oczywiście od plemion germańskich, które pod koniec pierwszego tysiąclecia p.n.e. osiedliły się na wschód od Renu i na północ od Alp i przez kilkaset lat walczyły, handlowały i wchodziły w sojusze ze starożytnym Rzymem, aby w końcu wybudować własne królestwa na jego zgliszczach. Jednym z tych plemion byli Goci i to ich dotyczy mem na początku tej notki. O Gotach napiszę więcej w dłuższym artykule, który mam w przygotowaniu, a dzisiaj spróbuję tylko pochylić się nad konstrukcją zdania warunkowego i czasem przeszłym prostym… w języku niemieckim, nie gockim, jeszcze nie zwariowałem.

Wenn du ein Goth bist, wo warst du, als wir Rom brannten?
Jeśli jesteś Gotem, gdzie byłeś gdy paliliśmy Rzym?

Zdanie warunkowe zaczynamy od wenn (= jeśli), po czym następuję postawienie warunku, powiedziane lub zapisane w taki sposób, by podmiot był drugim wyrazem w zdaniu, a czasownik znalazł się na końcu (wenn du ein Goth bist = jeśli jesteś Gotem). Druga część zdania opisuje konsekwencje spełnienia warunku.
Jeśli jest to zdanie oznajmujące, musimy ułożyć je tak, by tym razem czasownik znalazł się na początku: Wenn du fertig bist, kannst du Rom verbrennen = Jeśli jesteś gotowy, możesz spalić Rzym.
W przypadku pytania (wo warst du? = gdzie byłeś?) nie musimy nic zmieniać.
Nic nie ulega zmianie również w zdaniu rozkazującym, gdzie i tak zawsze czasownik ląduje na przedzie: Wenn du fertig bist, brenn Rom! = Jeśli jesteś gotowy, spal Rzym!
Co więcej, spójnik wenn możemy czasem zastąpić inwersją (bist du fertig, kannst du Rom verbrennen), ale przynajmniej na moim poziomie wydaje mi się to zbyt karkołomne.

Czas przeszły prosty (das Präteritum) w j. niemieckim pełni podobną rolę co we francuskim: jest używany głównie w powieściach, a na co dzień stosuje się zamiast niego czas przeszły złożony (das Perfekt). Jest jednak trochę bardziej popularny niż jego odpowiednik we Francji. Służy w mowie potocznej do odmiany najbardziej popularnych czasowników: sein (= być; wo warst du? = gdzie byłeś?) i haben (= mieć), oraz, jak w przykładzie powyżej, można dzięki niemu zaznaczyć, że dana sytuacja wydarzyła się w przeszłości i tylko raz (wir verbrannten Rom = spaliliśmy Rzym, raz, dawno temu, spaliliśmy to spaliliśmy, na ch** drążyć temat). Chociaż w sumie to Rzym w V i VI wieku naszej ery spalono trzy razy… No nic. Osobiście bardzo lubię das Präteritum ze względu na łatwiejszą niż das Perfekt konstrukcję gramatyczną i co za tym idzie możliwość umieszczenia czasownika tam gdzie mi intuicja podpowiada, a nie czekanie z nim na koniec zdania 😉

brennen = palić; verbrennen = spalić. (odmiana). Ze staro-górno-niemieckiego brinnan. Powiązane z ang. to burn. Może również oznaczać zupełnie nie ryzykowne palenie się światła (das Licht brennt), albo « palenie » w gardle lub w oczach, np. za sprawą ostrej przyprawy (Die Zwiebel brennt in meinen Augen).

Oryginalny tekst to żart z wieloznaczności słowa « got ». Oryginalnie była to wspólna nazwa kilku ważnych w historii upadku Rzymu plemion germańskich. W Średniowieczu słowa « gocki » zaczęto używać w znaczeniu czegoś barbarzyńskiego, niewyrafinowanego, jak również związanego z Niemcami, którzy z punktu widzenia Francuzów i Włochów wydawali się stereotypowo agresywni i nieokrzesani. Gdy pod koniec Średniowiecza zaczęto budować strzeliste, ogromne katedry, zwolennicy mniejszych, bardziej subtelnych form, nazwali ten trend architekturą gotycką – co w ich czasach miało jeszcze znaczenie negatywne.
Kolejny punkt zwrotny miał miejsce na przełomie XVIII i XIX wieku za sprawą gotyckiej literatury i gotyckiego horroru. Na kartach książek stare, ponure zamki i kościoły stały się miejscem grozy, zasiedlonym przez duchy, wampiry, wilkołaki i przeróżne monstra. Horace Walpole (The Castle of Otranto), Mary Shelley (Frankenstein), Bram Stoker (Dracula), Edgar Allan Poe (The Raven) i wielu innych twórców nadało terminowi « gotyk » zupełnie nowe znaczenie. A pod koniec XX wieku ich dzieła zainspirowały nowe pokolenie pisarzy, muzyków i reżyserów, dając początek całej gotyckiej subkulturze.

Jeśli więc spotkacie kiedyś na koncercie ubranych na czarno ludzi o bladej cerze, spytajcie ich, jak było w Rzymie.

Le secret de la potion magique

FB_IMG_1544688277065

Nous sommes en 50 avant Jésus-Christ. Toute la Gaule est occupée par les Romains… Toute ? Non ! Un petit village résiste encore et toujours à l’envahisseur, grâce à la potion magique préparée par le druide Panoramix. C’est justement avec lui que commence notre histoire. Regarde-le récolter le gui avec virtuosité! Il coupe les boules avec une serpe d’or et un talent tous les deux fort aiguisés.
Plus loin, il aperçoit un oisillon en difficulté. Il escalade de branche en branche, et le repose avec délicatesse dans son nid, au grand soulagement de l’animal. Soudain, une branche craque… et c’est la chute!

Jest rok 50 przed naszą erą. Cała Galia została podbita przez Rzymian… Cała? Nie! Jedna mała osada wciąż stawia opór najeźdzcy, dzięki magicznemu napojowi przygotowywanemu przez druida Panoramiksa. To właśnie od niego zaczynamy naszą opowieść. Patrz, z jakim kunsztem zbiera jemiołę! Odnajduje kulki spojrzeniem i ścina je złotym sierpem, a jedno i drugie jest zabójczo ostre.
W pewnym momencie zauważa pisklaka w kłopotach. Wspina się z gałęzi na gałąź i odkłada ptaszka do gniazda, ku jego wielkiej uldze. Nagle gałąź łamie się… co za upadek!

No dobrze, to zdecydowanie nie jest najlepsze tłumaczenie w mojej karierze. Rysunek pochodzi z nowego komiksu o Asteriksie i Obeliksie, « Le secret de la potion magique« , który wychodzi równo z wersją filmową. Tak jest: piątego grudnia na ekrany trafił nowy film animowany o Asteriksie.
Druid Panoramiks łamie nogę, spadając z drzewa. Wypadek i czas powrotu do zdrowia uświadamiają mu, że nie jest już młody i aby zapewnić bezpieczeństwo wiosce powinien przekazać sekret napoju magicznego jakiemuś następcy. Asteriks i Obeliks ruszają więc na poszukiwanie młodego druida, któremu można będzie powierzyć to bardzo ważne zadanie. Niestety, o problemie dowiadują się Rzymianie…

 

envahisseur (m) = najeźdzca; od envahir = dokonywać inwazji, najeżdżać (o kraju); napadać (o człowieku). Ale też w przenośni:
« Les gens ont envahi les rues, ont dansé »
= « Ludzie wylegli na ulice, tańcząc »
« Laissez-vous envahir par l’atmosphère de la ville » = « Pozwól się ponieść atmosferze miasta »
Również chwasty mogą « najechać » ogród (Herbes mauvaises envahissent le jardin). Z łac. invadere o tym samym znaczeniu.

récolter = zbierać; récolter d’argent = robić zbiórkę pieniędzy; récolte (f) = zbiórka. Oraz récoltant (m) = właściciel, lub pracownik małej winnicy, który własnoręcznie zbiera winogrona.
« qui sème le vent récolte la tempête » = « kto sieje wiatr, ten zbiera burzę »
Z łac. recolligere (= zbierać, odzyskiwać). Z tego samego rdzenia pochodzi recueillir = również zbierać, przygarniać; ale też w sensie zbierania myśli:
« recueillir le témoignage » = « spisywać zeznanie ».
se recueillir = skupiać się, koncentrować, wspominać. Ten sam podwójny sens ma ang. recollect.

soulagement (f) = ulga; apporter un soulagement = przynieść ulgę; od soulager = ulżyć. se soulager = ulżyć sobie (również w sensie wycieczki do toalety). Z łac. sublevāre (= podnieść, odciążyć), z którego wzięło się też soulever = podnosić (dosłownie, ale również soulever un question = poruszać kwestię).

A poza tym patrzcie jaką fajną stronę do nauki łaciny znalazłem: https://www.latin-is-simple.com/ . Szkoda tylko, że słówka na niej są zapisywane bez odróżnienia krótkich i długich samogłosek, co jest ważne dla prawidłowej wymowy. (To te kreseczki nad literami, jak np. w sublevāre. Tak à propos, nazywa się je makronami 🤭)

 

Nous allons tous mourir

De toutes ces choses vous avons nous conté, et aucunes raisons, au plus briément que nous poons, rendues; car les genz d’orendroit n’ont cure de longues gloses, ainz aimment mieulz les choses qui sont briés, comme cil qui sont de brief sens et de brief tens. Leur vies sont brieves et leur cors sont brief; car en petit de tens sont feniz, et touz jours devendront plus brief, tant qu’a noient vendront. Car cis siecles trespasse de tens en tens ausi comme vent, et defenist de jour en jour; et petit sejour i fait chascuns, Car tant est plains de vanité, qu’il n’i a de verité point; et cil qui plus i cuide demourer est souvent cil qui mains i demeure et qui plus tost muert.

Wszystko, co nam opowiedziano, opisaliśmy pokrótce jak tylko mogliśmy; albowiem ludzie współcześni stronią od długich wyjaśnień, w ich miejsce woląc raczej te proste i krótkie. Ich życie jest krótkie, a ciało tymczasowe; gdyż powoli mają się ku końcowi, a dni swe roztrwaniają. Bowiem i stulecia przemijają niczym wiatr, z dnia na dzień; a każde niewiele znaczy, Bowiem wszystko pełne jest próżności i zaprawdę nie ma znaczenia, i to co myślimy, że najpewniej przeminie, to zostaje, a to co pragniemy zatrzymać, najpewniej umrze.

Kilka dni temu znalazłem na Twitterze konto prof. Emily Steiner z University of Pennsylvania, a na nim skróconą wersję powyższego cytatu. Cytat pochodzi z L’Image du Monde autorstwa Gautiera de Metz. Gautier (znany również jako Gossuin)  był księdzem katolickim, żył w XIII wieku i bardzo interesował się otaczającym go światem. Próbował go zrozumieć i opisać w racjonalny sposób. L’Image du Monde – oryginalnie napisany po łacinie, później przetłumaczony na francuski – jest nie tylko poematem, ale i encyklopedią. Autor co prawda rozpoczyna od biblijnego opisu stworzenia świata przez Boga, ale następnie przechodzi do katalogowania całej swojej wiedzy: jak wygląda świat, kto go zamieszkuje, jakie są znane gatunki zwierząt i roślin, i tak dalej. Między innymi, L’Image du Monde udowadnia, że w średniowiecznej Europie znany był fakt, iż Ziemia jest kulą. Gautier umieszcza ją co prawda pośrodku wszechświata (żył trzysta lat przed Kopernikiem), ale wyraźnie pisze o niej jako o kuli i nie robi z tego niesamowitego odkrycia, co wskazuje, że była to wiedza dość powszechna.

 

Powyższy tekst nie pochodzi jednak bezpośrednio od Gautiera. L’Image du Monde został wydany po francusku przynajmniej kilkakrotnie. Ciekawe zwłaszcza jest edycja z roku 1913. Wydawca najwyraźniej uznał, że sprzeda więcej kopii jeśli nie tylko zmodernizuje język dzieła, ale w ogóle przełoży je na prozę. Powstała więc w gruncie rzeczy nowa książka, napisana językiem bliskim współczesnemu francuskiemu – ale pełna archaizmów,  które miały za zadanie nadać tekstowi aurę antyczności, ale równocześnie nie utrudniać czytania – i znacznie dłuższa od oryginału. Jeżeli położyć obie wersje obok siebie i czytać je równocześnie, można łatwo zauważyć, że wersja z roku 1913 porusza te same tematy w tej samej kolejności, ale często bardzo różnymi słowami.

Tak jest i w tym przypadku. Cytat pochodzi z wersji 1913 i zdobył pewną popularność na Twitterze, ponieważ brzmi jakby autor usprawiedliwiał się, czemu nie napisał więcej. Nie napisał, bo życie jest krótkie i wszyscy umrzemy. Sam uważam, że to doskonały argument i mam zamiar go używać, jeśli ktoś zarzuci moim wypocinom zbytnią lakoniczność 🙂

Oryginalny fragment – lub też bardziej oryginalny, bo pochodzący z wydania z roku 1517 i chyba nie modernizowany – wygląda trochę inaczej. Napisany piękną czcionką gotycką, mówi o błędach, jakich autor na pewno się dopuścił przez głupotę i zaniedbanie i prosi o wybaczenie, ponieważ autor jest tylko człowiekiem. Sami zobaczcie: tu wersja z 1913, a tu z 1517 (plik PDF, po ściągnięciu trzeba przewinąć na przedostatnią stronę – 212).
Już w przypadku tekstu z 1913 roku miałem problem z tłumaczeniem z powodu archaizowania, a tłumaczenia tej z 1517 w ogóle się nie podejmuję 🙂

Najciekawsze moim zdaniem słówka z cytatu z wersji 1913:

orendroit = starofr. teraz; złożenie ore-in-droit, gdzie ponownie ore = teraz i pochodzi z łac. hōra = godzina, czas. orendroit można by więc luźno przetłumaczyć jako « teraz w rzeczy samej ». Podobnemu procesowi uogólniania znaczenia wyrazu, a następnie dodawania do niego innych słów, by go ponownie uściślić, uległo au-jour-de-hui/hodie (« w dzień tego dnia ») przechodzą we współczesne aujourd’hui = dzisiaj. A tak przy okazji, współczesne fr. teraz = maintenant, to dosłownie « w garści trzymający ».  Ciekawe, czy ktoś już napisał doktorat o pojęciu czasu w historii języka francuskiego.

glose (f) = starofr. wyjaśnienie, interpretacja; z łac. glossa = przypis, wyjaśniającego jakiś trudny termin. Oryginalnie ze starogr. γλώσσα = język. W pl. mamy glosariusz.
Obecnie w fr. gloser = objaśniać; ale też gloser sur [nom] = obsesyjnie wracać ciągle do jakiegoś tematu.

Tout le soir, Tomek a glosé sur les croisades.
Cały wieczór Tomek pierdolił o krucjatach.

Julie d’Aubigny

Tematem tego wpisu jest « Robin Hood z kraju, którym się zajmujesz », co w przypadku Francji sugerowałoby Gasparda de Besse, prowansalskiego rozbójnika z XVIII wieku, ale Gaspard będzie musiał poczekać, ponieważ inna awanturnicza postać z historii Francji wciąga go nosem i wysmarkuje bez najmniejszych trudności.

julie_daubigny
Ariel De Ment jako Julie w musicalu « La Maupin »

Julie-Émilie d’Aubigny, Mademoiselle de Maupin, w skrócie Julie d’Aubigny urodziła się w 1670 roku w arystokratycznej rodzinie i w ciągu całego swego 33-letniego zaledwie życia chyba ani razu nie ukradła niczego bogatym, aby rozdać biednym. Zamiast tego podróżowała po Francji w męskim stroju, pojedynkowała się, chlała na umór, wdawała się w romanse zarówno z mężczyznami, jak i kobietami, śpiewała w operze, oraz pewnego razu spaliła klasztor.

Jej historia zaczyna się w Paryżu, gdzie jako czternastolatka została wydana za mąż za Jeana Maupin, być może dla przykrycia skandalu, że już wcześniej była kochanką księcia Ludwika Lotaryńskiego, starszego od niej o 29 lat. Na ile jest to prawda, na ile romans miał miejsce z jej własnej woli, a na ile książę był obrzydliwym starym capem i pedofilem, tego się zapewne nigdy nie dowiemy. Jakby nie było, zamiast wyjechać ze swoim mężem do Gaskonii i w ten sposób zniknąć ze świecznika, Julie wdała się w romans – tym razem na pewno świadomie – ze swoim nauczycielem szermierki, a gdy ten został oskarżony o udział w nielegalnym pojedynku, razem z nim uciekła z domu. Przez jakiś czas podróżowali wspólnie o kraju, utrzymując się z pokazów szermierki i śpiewania w knajpach. Kochankowie rozstali się po pewnym czasie, a Julie trafiła do Marsylii, gdzie zaczęła śpiewać w operze i poderwała pewną nastolatkę, której imienia nie znamy. Przerażeni rodzice dziewczyny szybko wysłali ją do klasztoru Sióstr Wizytek w Avignon. Julie dowiedziała się o tym, dostała się do klasztoru pod przebraniem, porwała swoją ukochaną, w jej łóżku w celi klasztornej położyła ciało zmarłej niedawno siostry zakonnej, a następnie dla zatarcia śladów spaliła cały przybytek.

Nie udało jej się to jednak do końca. Przez następne lata musiała uciekać z miejsca na miejsce, a za nią krążył wyrok spalenia na stosie. W końcu, z powrotem w Paryżu, skontaktowała się z tym starym capem Ludwikiem Lotaryńskim, a on przekonał króla Ludwika XIV, by ją ułaskawił. Podobno Król Słońce uznał całą historię za niesamowicie zabawną.

W międzyczasie Julie miała co najmniej dwa inne romanse, w tym z Ludwikiem Józefem d’Albert de Luynes, późniejszym księciem Grimberghen (to w Belgii, robią tam piwo) i ważną szyszką w kontaktach francusko-niemieckich. Młody książę wyśmiał jej męski strój, za co Julie przebiła mu ramię rapierem. Gdy dowiedziała się, kim jest, odwiedziła go, by go przeprosić. Do końca jej życia zostali przyjaciółmi i okazyjnie kochankami.

W 1690, wolna od zarzutów i znów w Paryżu, Julie rozpoczęła karierę w operze jako kontralt i bardzo szybko zrobiła olbrzymią karierę. Romansowała z aktorami i aktorkami, pobiła przynajmniej jednego z nich, oraz próbowała popełnić samobójstwo na scenie teatru po tym, jak została odrzucona przez śpiewaczkę, w której się zakochała: W jednej ze scen postać, którą grała Julie, miała dźgnąć się sztucznym sztyletem. Julie użyła prawdziwego. Przeżyła.

W 1695 roku pocałowała pośrodku sali balowej inną kobietę. Została wyzwana na pojedynek przez trzech mężczyzn, pokonała ich, po czym musiała uciekać do Brukseli i tam czekać na kolejne królewskie ułaskawienie (pojedynki we Francji były nielegalne od 1626). Mimo problemów jej kariera nadal rozkwitała. Julie śpiewała w operze w Brukseli, a następnie ponownie (po drugim ułaskawieniu) w Paryżu, aż w końcu w 1703 roku zakochała się z wzajemnością w Marii Ludwice Teresie de Senneterre, markizie de Florensac, podobno najpiękniejszej kobiecie we Francji swoich czasów, i wtedy już razem na dobre musiały uciekać z kraju. Maria Ludwika zmarła nagle w 1705 roku, co kompletnie załamało Julie. Nie mogąc się pozbierać po stracie ukochanej udała się do klasztoru gdzie spędziła ostatnie dwa lata życia. Nie znamy przyczyny jej śmierci, ani miejsca spoczynku.

Powyższą krótką biografię skompilowałem na podstawie anglo- i francuskojęzycznej Wikipedii, wpisu na TV Tropes (poważnie, TV Tropes jest świetnym źródłem anegdotek historycznych), oraz tekstu autorstwa Kelly Gardiner. Nie znalazłem wielu informacji o Julie po polsku, podczas gdy angielskie i francuskie źródła są bardzo łatwo dostępne. Na tyle, że w zasadzie zostało mi  tylko przetłumaczyć i zebrać je razem.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej:

  • Kelly Gardiner jest autorką książki o Julie, pt. « Goddess » (ang.)
  • « Julie, chevalier de Maupin » to francuski film z 2004 roku, luźno inspirowany jej przygodami. Jakimś cudem kilka lat temu wyemitowała go TVP1 (z lektorem niestety), a ktoś nagrał to i wrzucił na YouTube.
  • Życie Julie d’Aubigny stało się inspiracją dla powieści « Mademoiselle de Maupin » (1835) autorstwa Teofila Gautier. Książka ta znana jest głównie ze wstępu, w którym 24-letni wówczas Gautier użala się na wszystko co nie podoba mu się na świecie, a nie podobało mu się bardzo dużo.
  • A rok temu powstał musical: « La Maupin ». (trailer, z planu, instagram)

Inne wpisy na temat szlachetnych rozbójników, oraz niekoniecznie szlachetnych i niekoniecznie rozbójników:

Armistice de 1918

Sto lat temu zakończyła się Pierwsza Wojna Światowa. W Polsce pozostaje ona w cieniu Drugiej i w sumie w pamięci społeczeństwa nie ma wielu wydarzeń z nią związanych, poza samymi obchodami Święta Niepodległości. Nawet Józef Piłsudski kojarzony jest głównie z Cudem nad Wisłą w 1920 i z przewrotem majowym 1926, mimo iż – moim zdaniem – jego działalność w trakcie wojny jest dużo ciekawsza. Zgodnie z zapiskami Wiktora Czernowa, rosyjskiego socjalisty, w 1914, tuż przed wybuchem wojny, Piłsudski dał wykład w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu. W jego trakcie postawił tezę, że wojna niedługo wybuchnie i aby Polska odzyskała niepodległość Niemcy i Austria muszą pokonać Rosję, a następnie obie te siły muszą zostać zwyciężone przez koalicję państw zachodnich. Ten zdawałoby się mało prawdopodobny rozwój wypadków sprawdził się w stu procentach, a działania Piłsudskiego podczas Pierwszej Wojny Światowej zdają się być podyktowane tą właśnie tezą.

Tymczasem Dmowski twierdził, że Polacy powinni trzymać stronę carskiej Rosji.
Va te faire foutre, Dmowski!

Pierwsza Wojna Światowa jest czasem postrzegana jako dużo bardziej « honorowa » od Drugiej, o ile takie słowo w ogóle pasuje do konfliktu, w którym miliony ludzi giną bez sensu. Do tej pory żywy jest mit walki pomiędzy mniej-więcej równymi, szanującymi się przeciwnikami, zgodnie z dżentelmeńskimi zasadami rodem z XIX wieku. W święta Bożego Narodzenia 1914 ogłoszono zawieszenie broni, a żołnierze wyszli z okopów i podali sobie ręce. Pojmany oficer mógł się spodziewać dobrego traktowania. Walki w powietrzu przypominały nową odsłonę dawnych rycerskich pojedynków, tym razem w wykonaniu pilotów w dwupłatowcach (Wielu żołnierzy prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu widziało samolot właśnie przyglądając się lotom zwiadowczym, kontrowanym przez lotnictwo wroga).

Zawieszenie broni z okazji Świąt Bożego Narodzenia 1914 faktycznie miało miejsce, ale był to sam początek wojny, gdy żołnierzom jeszcze wydawało się, że za kilka miesięcy wrócą do domów. Już lata 1915-1917 to przede wszystkim siedzenie w błocie w okopach, awitaminoza, samobójcze szarże na karabiny maszynowe i głupia śmierć od zakażeń i chorób, które w normalnych warunkach dałoby się łatwo wyleczyć. W sumie życie straciło 1,400,000 Francuzów, żołnierzy i cywili – dwa i pół raza więcej niż w trakcie Drugiej Wojny Światowej. Bitwy nad Sommą i pod Verdun pozostają jednymi z najbardziej krwawych w historii. Pomniki i tablice z listami zmarłych pochodzących z danego miejsca stoją chyba w każdym miasteczku: na głównym placu, lub w kościele. Co więcej, Pierwsza Wojna Światowa przeorała europejski krajobraz polityczny w dużo większym stopniu niż Druga. Upadły dawne monarchie. Środkowa i Wschodnia Europa z terenu podzielonego pomiędzy cztery imperia zamieniła się w mozaikę małych państw narodowych. Austro-Węgry i Imperium Osmańskie rozpadły się kompletnie, a w miejsce carskiej Rosji powstało pierwsze na świecie państwo komunistyczne. W wielu krajach do władzy doszli populistyczni politycy, szybko zamieniając nowo powstałe republiki w dyktatury. Zwłaszcza Niemcy, pogrążone w kryzysie, upokorzone w rozmowach pokojowych i zmuszone do płacenia reparacji wojennych, stały się doskonałym miejscem dla kariery Adolfa Hitlera i innych nazistowskich polityków, co w krótkim czasie doprowadziło do kolejnej wojny.

Mimo to dzisiaj Francja i Niemcy świętują koniec Pierwszej Wojny Światowej jako wydarzenie, które ich łączy, nie dzieli. Podczas gdy w Warszawie głównym punktem obchodów Święta Niepodległości jest marsz faszystów, w Paryżu Angela Merkel i Emmanuel Macron wspólnie składają wieńce i wspominają poległych. Wspólna historia, nawet ta tragiczna, może po latach być podstawą do zacieśniania więzów. Tego dnia chciałbym życzyć Polsce, aby potrafiła w podobny sposób spojrzeć na własne doświadczenia.

cuver, navré (63)

Tu n’es pas en état de conduire, va cuver!
Nie jesteś w stanie prowadzić samochodu, idź spać!

W j. polskim nie ma jednego słowa na fr. cuver, ale na pewno bez problemu jesteśmy w stanie pochwycić jego znaczenie = odsypiać kaca. Być może powstało jako rodzaj żartu słownego, ponieważ drugim jego znaczeniem jest fermentować, od cuve (f) = kadź, skąd mamy cuvette (f) = basenik, miska. Stąd też w pl. mamy kuwetę. Ale, z drugiej strony, łac. cubare = spać, a stąd fr. incuber = wysiadywać jaja; s’incuber = wylęgać się; couvoir (m) = wylęgarnia, inkubator.

je suis navré = przykro mi; navrer = sprawiać przykrość; z średniofr. navrer = ranić, które to słowo zostało przywiezione do Francji prawdopodobnie przez wikingów. Staronordyckie nafra = przebijać kogoś. Podobno z tego samego rdzenia pochodzi ang. auger = świder.

Je suis navré que j’ai oublie de conduire nos enfants à l’école, mais je cuvais
Przykro mi, że nie odwiozłem naszych dzieci do szkoły, ale odsypiałem

Zamiast conduire w tym wypadku mozna użyć również amener (= zabrać). Ale uwaga: amener łatwo pomylić z emmener, a to nie to samo.

Je suis navré de l’annoncer, mais le roi est mort.
Przykro mi to ogłaszać, ale król nie żyje.

Nie jest to może zbyt oryginalny przykład (« król nie żyje, po francusku i na blogu o Średniowieczu, haha »), ale kombinowałem jak koń pod górę, by opowiedzieć Wam historię śmierci króla Nawarry Karola II Złego (1332-1387). Karol był Francuzem, krewnym Filipa IV Pięknego (por. « Królowie Przeklęci« , Maurice Druon). Gdy został królem Nawarry, w tamtych czasach małego, ale niepodległego państwa po południowej stronie Pirenejów, nie znał ani słowa w lokalnym języku. Panował w trakcie Wojny Stuletniej we Francji, oraz kryzysu dynastycznego w Hiszpanii. W obu tych konfliktach uczestniczył i wielokrotnie zmieniał sojusze, mając nadzieję na powiększenie swojego majątku. Nie był jednak tak sprytny jak mu się wydawało: w latach 1350-1378 stracił wszystkie francuskie posiadłości, a Nawarra została złupiona przez Jana I, młodego króla Kastylii.  Po przegranej Karol zachorował ciężko. Medyk polecił mu zawinąć się w płótno nasączone brandy i tak spędzić noc, by się rozgrzać. Niestety (a może na szczęście), służąca której powierzono zadanie zaszycia króla w płótnie, aby się podczas snu nie rozkopał, zdecydowała się przypalić ostatnią nitkę płomieniem świeczki.

Król spłonął żywcem.

O jego śmierci opowiadano jeszcze długo potem na europejskich dworach, a poddani widzieli w jego losie karę boską za grzechy i nieszczęścia, które ściągnął na kraj. Władzę po nim objął jego syn, Karol III, który zawarł traktaty pokojowe ze wszystkimi sąsiadami i został zapamiętany jako dużo lepszy władca.